Czas świątecznego siedzenia przy stole nie musi się wcale ograniczać do wypełniania brzucha babcinymi smakołykami, pomyślałam sobie, słuchając rozmów przy świątecznym śniadaniu drugiego dnia Bożego Narodzenia. Jako dziecko brałam w rękę kanapkę i uciekałam precz od stołu i nudnych rozmów, wżród których zawsze czaiła się groza: "O, a może zaśpiewasz wnusiu kolędę?". W tym roku niestety kolęd nie śpiewaliśmy, a szkoda, za to w rozmowach uczestniczyłam chętniej. Najprzyjemniej słuchało mi się rozmaitych wspomnień, albo opowieści. Na przykład o szeptuchach.
 
 
Kto to jest szeptucha? Jest to osoba, która leczy różne choroby i odczynia złe uroki. Z "instytucją" szeptuchy najczęściej można się spotkać na Podlasiu, podobno w każdej większej wsi znajdzie się starsza kobieta, która zna się na ludowej medycynie. Nazwa "szeptucha" wzięła się z tego, że kobiety takie (zwane tez "zamawiaczkami", od "zamawiania" uroków, lub też "babkami") szepczą modlitwy podczas swoich "zabiegów". Zabiegi te to najczęściej taczanie kulek z popiołem w bolących miejscach (np. po karku, kiedy kogoś przewieje), albo tzw. "cugi".
 
 
- Babciu, a co to są cugi? - pytam. I się dowiaduję, że gdy miałam 3 lata, zaczęłam bardzo źle spać, w nocy zrywałam się z płaczem i krzykiem, jakbym miała jakieś senne koszmary. Rodzice za radą babci zawieźli mnie do szeptuchy urzędującej w Teremiskach, rodzinnej wsi mojej mamy, która to wieś leży koło Białowieży. Szeptucha posadziła mnie na progu swojego domu, wzięła szklankę i napełniła ją popiołem, owinęła w szmatkę i zaczęła wodzić tą szklanką po plecach szepcząc coś pod nosem. Na popiele pojawiły się wyraźne linie. - I przestałaś już w nocy krzyczeć - powiedziała mama.
 
 
- No tak, ale mnie szeptucha nie pomogła z uszami - mówi babcia, która od dawna ma już problemy ze słuchem. Pojechała kilka lat temu do najbardziej znanej szeptuchy, która mieszka w Orli i zna dużo więcej sposobów leczenia niż przeciętne "babki". Szeptucha posadziła babcię na krześle i przykryła głowę płócienną chustą, paliła kulki z lnu i szeptała swoje modlitwy. Ale nie wyleczyła babci. - Bo to dlatego, że ona lepiej radzi sobie z urokami i problemami rodzinnymi, kłótniami - tłumaczy mi babcia. - Uroki może zadać osoba, która ma "złe oczy" - ciągnie. Nie potrafi mi wytłumaczyć, jak rozpoznać kogoś, kto ma "złe oczy", ale jest to osoba zawistna, zazdrosna i nieżyczliwa, która, jeśli coś pochwali, potrafi "zauroczyć". Na wsiach urokom ulegały najczęściej konie. Nie chciały wtedy jechać, stawały dęba. Pomagało wtedy...przetarcie im oczu rąbkiem nocnej koszuli, przechodziło jak ręką odjął. Urokom mogły też być poddane dzieci. Aby temu zapobiec, wkładało się dziecku do wózeczka coś czerwonego, np. przywiązywało się czerwoną wstążkę. Do dziś można się spotkać z sytuacją, że matka z dzieckiem do napotkanej osoby mówi, żeby ta za bardzo nie chwaliła dziecka, bo może zauroczyć. Wtedy dziecko takie może zachorować.
 
 
 
 
O jakich to dziwach można się dowiedzieć pomiędzy świątecznymi daniami a narzekaniem dziadka, żebym w końcu coś zjadła...